Copyright 2021 John Alex i Piotr Jankowski

piotr@johnalex.pl +48 509 774 360

Dlaczego "powrót do biura" jest pojęciem negatywnym i budzi tyle emocji?

John Alex: Cześć, dawno się nie widzieliśmy. Mam dla Was coś ciekawego do obejrzenia i garść refleksji, ale najpierw obejrzycie poniższe?Źródło: Simon Sinek Inc. / Linked In

https://www.linkedin.com/posts/simon-sinek_the-great-resignation-activity-6891962890933657600-KHEV

 

 

John Alex: Co o tym sądzisz Piotr?

Piotr: Mam kilka refleksji, mogę?

John Alex: Jasne, myślisz, że dlaczego w ogóle Cię zapytałem?
Piotr: Racja, już, już, Johnny... Kiedy Simon mówi o zjawisku "Wielkich Odejść" [ang. "Great Resignation] porusza jako główny temat kultury korporacyjnej, która jak dotąd uchodziła w swojej miernocie firmom tzw. płazem. A dlaczego? Bo strach przed nieznanym był mocniejszy, niż miernota danej kultury organizacyjnej.

John Alex: Od kiedy mówisz do mnie Johnny...? Nieważne, do rzeczy. To co się zmieniło w takim razie?Piotr: Simon mówi, ze katalizatorem była pandemia COVID-19. Dlaczego? Ponieważ ludzie przeszli trudne chwile, niekiedy traumy i to co kiedyś jako nieznane wydawało się straszniejsze od danej "miernoty korporacyjnej", z dzisiejszej perspektywy już nie wygląda na coś tak szalonego. I lawina ruszyła!

John Alex: No właśnie... i co Ty o tym wszystkim sądzisz?

Piotr: Uważam że jest wiele nakładających się czynników tworzących owo "Wielkie Odejście", szczególnie biorąc pod uwagę rynek pracy w Polsce.

Po pierwsze, banał: mamy wyraźny rynek pracownika. Jest więcej ciekawych ofert i nowopowstających miejsc pracy niż ekspertów, desantowane są nowe loga do nowych istniejących i nowych miast a więc pracownicy są odważniejsi w podejmowaniu kroków zmiany, bo mniej mogą stracić niż zyskać - zawsze jakaś dobra oferta się znajdzie i to szybko.

Drugą przyczyną była i jest oczywiście pandemia. Czegoś wcześniej się nie dało, "nie można pracować z domu", "nie da się przenieść korporacyjnego stanowiska pracy do domu"... a jednak, jak trzeba - to się da!

I nagle pracownicy szybko zrozumieli, że skoro da sią A, to można powiedzieć B i C! Wiążąc z rynkiem pracownika, wszystko co dotychczas było jakimś płonnym marzeniem, stało się jasno zwerbalizowanym oczekiwaniem!

Po trzecie, co wydaje mi się to najważniejsze - kiedyś "praca" i "dom" były dość mocno oddzielone. Pomijając wszystkie pozytywne aspekty wynikające z tego rozdziału (ale o tym może nie dzisiaj... chyba, że sami zapytacie...), a skupiając się na negatywach, to wśród nich chciałbym zauważyć tę korporacyjną sztuczność, kreowanie innego świata, jakbyśmy się teleportowali z domu na inną planetę.

Inne zasady etykiety, inne zasady ubioru, hierarchia, ocenianie, korpo-mowa, nadęte wyrazy twarzy korpo-bossów, "leverage global presence" i inne nic nie znaczące hasła... w ten świat wkraczaliśmy idąc "do biura" i z tego świata (chętnie!) teleportowaliśmy się "do normalności" kiedy trafialiśmy "do domu".

A dzisiaj mamy wyraźne unormowanie na tym samym poziomie, pozostaje więc sama praca. Saute!A więc to co rzeczywiście jest kwintesencją, czyli robota do wykonania, a już nie ubiór, etykieta, hierarchia, korpo mowa, dziwne hasła i sztuczne klaskanie. W domu nie widzimy i nie jesteśmy świadkami (a przynajmniej 80% mniej) jakichś korporacyjnych gierek, korpomowy na korytarzach. Knucia, spiskowania. Otacza nas to co naturalne - nasze domowe pielesze. 

John Alex: Fajne refleksje Piotr, to co z tą kulturą?

Piotr: Co sprytniejsi - a ja kiedyś chciałem być tym sprytniejszym i tym naturalniejszym i ku temu dążyły moje starania w każdym dniu i w każdym momencie, to była gwiazda polarna i główny filtr moich działań i oceny działań innych - więc Ci sprytniejsi starali się ukierunkować kulturę korporacyjną na tę normalność. By wyeliminować (jeżeli coś od nas zależało) lub minimalizować wpływ "korpo" (jeżeli przychodziło coś nienegocjowalnego z centrali) ku tej normalności. Nie doskonałość, ale dążenie do niej. Dzień po dniu. I byśmy wszyscy byli tego częścią.

I wtedy - jestem przekonany - pracownicy chcieli przychodzić do danego biura. I nie musieli chcieć się z niego teleportować do normalności. Wtedy gdy mieli tę normalność w pracy! Oczywiście to swego rodzaju Syzyfowe Prace, bo ciągle było coś "nienormalnego" co trzeba było eliminować. Ale w tym wszystkim, w tej "inifnite game" nie chodziło o to by było idealnie. Ale by widać było polepszanie, każdego dnia i w każdej chwili stawianie na normalność.

Stawiam tezę, że ten kto to wtedy przespał, dzisiaj ma problem z powrotem do biur i motywacją w szerszej skali.

John Alex: Widziałem na linkedin taki post, jak jeden Talent Recruiter mówi, że kiedy ich konkurent ogłasza "powrót do biura" w swojej firmie, to on wysyła zaproszenia do współpracy do pracowników i wyciąga tym samym dziesiątki pracowników do swojej firmy. I że to jest "so easy!" Łowy na dziesiątki.

Piotr: Zauważmy, że to po pierwsze wkroczenie w rozważania o etyce takiego postępowania. Wg mnie to nieetyczne. Ocenie finalnej pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy.

Najważniejsze jednak, u tego konkurenta, to zadać sobie pytanie:

 

Dlaczego powrót do biur jest taki straszny?

 

Po pierwsze - jak wyżej. U kogo powrót do biur jest straszny, ten pewnie przespał czas tworzenia normalnej kultury korporacyjnej, nie zapewnił normalności, rozwoju, poczucia przynależności, realnego wpływu pracowników na budynek, firmę, Klientów, na Świat i nie zapewnił dobrej zabawy w pracy. NIe zapewnił poczucia oraz realnych dowodów na to, że kiedy się widzimy f2f to jest lepiej i fajniej, niż gdy się nie widzimy. I że to podstawowa różnica a nie drugo czy trzecirzędna.

Nie zapewnił tego, o czym mówi Simon, że: "it's a fun place to go to work"!

 

Dzisiaj, początkowa autentyczna radość z pracy z domu (czyli coś pozytywnego), zostało zastąpione strachem przed powrotem (czyli negatywnym odczuciem i negatywną motywacją). A to już robi różnicę! Bo z pozytywnego, mamy negatywną motywację, a z tego tytułu strach, a więc stres, odejścia i wszystkie nieszczęścia!

A przecież biura są obecnie lepiej wyposażone, mają super kuchnie, mega relax zones, siłownie, niekiedy baseny, niekiedy mini ryneczki z pełnią infrastruktury i do tego zatrudniają fajnych ludzi, jak ja, Ty i inni - to dlaczego mielibyśmy się tego bać by to odzyskać?

 

Otóż TO! TEGO się nie boimy! Nie chcemy tylko stracić domowej normalności bo tam w biurze jest korpo-nienormaność! Bo niby na koncie się zgadza, robota i rola niby fajne, ale pracodawca przespał temat "human workplace"... nie jest po ludzku, więc wybieram dom od biura. To nie kwestia budynku, ale kultury organizacyjnej właśnie. Co było do udowodnienia.

 

Ha, a kiedy słyszę argumenty, że praca z domu jest efektywniejsza, bo nie muszę tracić czasu na dojazdy, że jest tańsza bo jak nie dojeżdżamy to nie musimy wydawać pieniędzy na paliwo/taxi/autobus, to wiesz o czym myślę?

John Alex: Pewnie mi powiesz, nawet jak odmówię?

 

Piotr: Masz rację:) Myślę wtedy: Czy ktoś słyszał taki argument w kontekście weekendu:
"Zróbmy tę imprezę w weekend raczej online, niż w domu", bo więcej "będzie czasu na zabawę" bo nie stracimy jej na dojazd i będzie taniej bo nie wydamy na taxi do gospodarzy?

Come on:) Przecież to bzdura, co?

 

 

BTW: Simon, Twoje określenie "lowest level employees" jest dyskwalifikujące. W kontekście nota bene kultury organizacyjnej kompletnie nie na miejscu i tylko udowadnia naszą tezę, chyba zrobiłeś to celowo? Mimo, że się zreflektowałeś na "frontline employees", trzeba było to pierwsze ciąć, przecież to nagranie a nie LIVE!:)

A dlaczego to nei na miejscu? W kulturze normalności wszyscy jesteśmy równi, mamy prawa i wpływ równy na każdączęść firmy, po prostu mamy różne role i odpowiedzialności, ale nikt w porządnej kulturze korporacyjnej nie określił by różnic levelem/poziomem...

 

Pozdrawiam!

 

John Alex Kultura Korporacyjna

Korpo czy normalność?

Leadership Coaching - alone or together?
John Alex Leadership Coaching Life Coaching Business Mentoring Consulting
26 stycznia 2022